czwartek, 31 grudnia 2015

Rozdział X:

Part of me laughs, part of me cries. Part of me wants to question why. Why is there joy, why is there pain? Why is there sunshine and the rain?[1]

         Kiedy Ramos skręcił w uliczkę na przedmieściach Calatayud, aragońskiej gminy, w której się wychowałam, dopadło mnie zdenerwowanie. Jednak moje serce najpierw przyspieszyło do maksimum, a następnie niemal się zatrzymało, gdy czarne BMW zaparkowało na podjeździe. Nie najmniejszy, piętrowy dom z białą elewacją oraz nadającymi charakter cegłami. W oknach donice z kolorowymi kwiatami. Błyszczące, idealnie wyczyszczone duże okna tuż przy wejściu. Przy schodkach dwie kolumny – żadne wymyślne, ale takie zwykłe, najprostsze. Dziadek Jorge nigdy nie przepadał za zdobnym stylami, więc o jońskim czy korynckim nie było mowy. Jego zasada była prosta – brak udziwnień i wywijasów. Budowla okrążona była wielkim ogrodem. Pamiętam, jak często bawiłam się tu w chowanego po obiedzie. Moją ulubioną kryjówką było wielkie drzewo zasadzone jakieś sześćdziesiąt lat temu. Przy ścieżce stał stolik i krzesełka. Zapewne przygotowane dla przyjaciół, którzy często wpadali w odwiedziny do starego socio. Wspominali wtedy dawne czasy, rozmawiali o sporcie, polityce i grali w przeróżne gry. To właśnie dziadek i pan Martin Enrique nauczyli mnie grać w pokera. Do dziś miałam do tej „zabawy” pewien sentyment.
         Głośno westchnęłam, zamknęłam oczy i oparłam się o fotel samochodu. Bałam się tego, jak dziadek przyjmie rewelacje, które miałam mu zamiar dzisiejszego wieczora przekazać. Sergio lekko ścisnął moje kolano, próbując dodać mi otuchy.
– Maluchu, będzie dobrze. Zobaczysz.
– Mam nadzieję. Wiesz, co chcę mu powiedzieć? – spojrzałam niepewnie na towarzysza.
– Domyślam się. Jesteś pewna? – pokiwałam głową.
– Sergio, będziesz przy tej rozmowie ze mną?
– Oczywiście, maleńka – przytulił mnie i cmoknął w skroń.
– Nadszedł czas. – westchnęłam – I just can't keep living this way, so starting today, I'm breaking out of this cage. I'm standing up, Imma face my demons. I'm manning up, Imma hold my ground. I've had enough, now I'm so fed up. Time to put my life back together right now!
We'll walk this road together, through the storm. Whatever weather, cold or warm. Just letting you know that you're not alone[2] – posłał mi pokrzepiający uśmiech i ucałował moje pobielałe kłykcie.
         Niepewnie wysiedliśmy z samochodu i powędrowaliśmy do drzwi wejściowych. Po chwili otworzył nam wysoki, posiwiały mężczyzna. Uśmiechnął się lekko na nasz widok. Nie mogłam się powstrzymać i rzuciłam mu się w ramiona. Uspokajająco gładził mnie po włosach.
– Oj, dziecko, nawet nie wiesz, jak mi cię brakowało tutaj. Nie miałem z kim pić mate – rzekł, stawiając przede mną naczynie wypełnione po brzegi yerba mate.
– Mi ciebie też – przyznałam.
– Wiesz, twój wyjazd z Calatayud byłem w stanie zaakceptować, nawet twój pobyt w tym przeklętym Madrycie, ale…
– Dziadku! – skarciłam go – Dobrze wiesz, że w stolicy pozyskałam przyjaciół. Gdybym się tam nie pojawiła, nigdy bym pewnie nie poznała Sergio.
– Może to i lepiej – rzucił.
– Panie Saldaña, ja wiem, że pan za mną nie przepada z oczywistych powodów, ale proszę mi wierzyć na słowo. Nigdy w życiu nie skrzywdziłbym pańskiej wnuczki, ani nie zrobił niczego wbrew niej. To świetna dziewczyna. A to, że jest socio? Pan wybaczy, ale jak dla mnie to niczego nie zmienia. Jest dla mnie bardzo ważna i tak będzie już zawsze. Oddałbym za nią życie. – wtrącił się piłkarz – Ba, ja bym dla niej nawet klub zmienił.
– Chłopcze, nie zrozum mnie źle, ale musisz wiedzieć, że w mojej rodzinie ten kilkucyfrowy numer na karcie jest świętością.
– Ja to rozumiem i szanuję, psze pana.
– No dobrze… Ria, miałaś mi coś ważnego do powiedzenia, tak? – odstawił puste już naczynie i zaczął się we mnie wpatrywać.
– Tak… – zrobiłam głęboki wdech i chwyciłam za dłoń zdziwionego Sergio – Ja… Jestem ci winna pewne wyjaśnienia. Co do mojego wyjazdu z Hiszpanii. – pokazał, bym kontynuowała – To nie była łatwa decyzja, ale według mnie to było jedyne wyjście. Teraz już wiem, że źle zrobiłam uciekając od ludzi, którzy mnie kochali. Ale czasu niestety nie da się cofnąć. No więc tak… Pamiętasz, mówiłam ci, że podczas mistrzostw U–21 poznałam takiego jednego Alejandro?
– Tak. Zawodnik rezerw Atlético Madryt – prychnął.
– Właśnie. Spotykaliśmy się przez kilka miesięcy. Był kochany, niby się starał, ale… – westchnęłam – Ale jego drużynie nie wiodło się najlepiej, coraz częściej chodził sfrustrowany. Aż w końcu stało się coś bardzo, bardzo złego. Po przegranych derbach był mega wkurzony i przyszedł do mnie do mieszkania. Był już nieźle wstawiony i się do mnie przystawiał. – w gardle urosła mi gula, a w oczach zalśniły łzy. Spuściłam wzrok na moje dłonie, nie byłam w stanie patrzeć na dziadka. Czułam się taka… upokorzona – Ja nie chciałam… No wiesz… I wtedy on… On… – łza spłynęła po policzku – Zgwałcił mnie – wyszeptałam.
– Jezu, dziecko! Czemu wcześniej nic nie powiedziałaś? Zabiję tego gnojka! – poderwał się z miejsca.
– To jeszcze nie wszystko – wtrącił Ramos.
– To znaczy? – dziwił się mężczyzna.
– Dwa tygodnie później… Okazało się, że zaszłam w ciążę. Zadzwoniłam do niego i poprosiłam, by przyszedł. Powiedziałam mu o dziecku. – ukryłam twarz w dłoniach – Sergio, mógłbyś?
– Pewnie, maluchu. – pogładził mnie po plecach i zwrócił się do gospodarza – Jak się dowiedział, wpadł w szał. Pobił ją. Skopał i zostawił taką w mieszkaniu. Na całe szczęście postanowiliśmy z chłopakami wpaść do niej na piwo i ją znaleźliśmy. – jęknął na to wspomnienie – Leżała tam cała we krwi. Nie było wątpliwości, że poroniła. Przez tydzień nie mogła się ruszyć. Czuwaliśmy przy niej na zmianę. Baliśmy się o nią, bo… Ria nie chciała już żyć. To był dla niej cios. Zbyt wiele do zniesienia.
– No a co z tym gnojem?
– Ria nie wniosła oskarżenia.
– Gdzie on teraz gra? – wycedził przez zaciśnięte zęby.
– Nie gra. – zaśmiał się blondyn – Od razu na drugi dzień poszliśmy z Casillasem do Mourinho i udaliśmy się do władz klubu. Z klubu do federacji. I dopięliśmy swego. Był spalony nie tylko w Hiszpanii, ale i całej Europie. Trochę mu się też dostało. Iker przez tydzień chodził z bolącym nadgarstkiem. – westchnął – Ale niestety, nie udało nam się jej zatrzymać w stolicy. Wspomnienia okazały się zbyt bolesne.
– Ja… – podszedł do piłkarza – Sergio, dziękuję ci, chłopcze. Jestem ci bardzo wdzięczny, że się nią zająłeś i dbasz o nią. Dziękuję. – uściskał zdziwionego Hiszpana – Sergio, – wyciągnął w jego stronę dłoń – witaj w rodzinie, wnuku. Zawsze będziesz tu mile widziany. Nawet jako zawodnik Los Blancos – zachichotał.
– Dziękuję, panu.
– Jaki tam pan. Mów mi dziadku – posłał nam ciepły uśmiech.








[1] Spice Girls „Let love lead the way”
[Część mnie się śmieje, część mnie płacze. Część mnie chce zapytać dlaczego. Dlaczego jest radość, dlaczego jest ból? Dlaczego świeci słońce i pada deszcz?]

[2] Eminem „Not afraid”
[Ja już po prostu nie potrafię żyć w ten sposób, więc zaczynając od dziś, uciekam z tej klatki. Staję na nogi, zmierzę się z moimi demonami. Zbieram się na odwagę, będę się trzymać. Mam dosyć, jestem wkurzona. Czas, by poskładać moje życie w całość w tej chwili!
Przejdziemy przez tę drogę razem, przez burzę. Nieważne jaka pogoda, ciepła czy zimna. Po prostu daję ci znać, że nie jesteś sama.]

***
Ta daaaaam! I co myślicie?
Feliz año nuevo para todos <3

PS To tylko jedna z tajemnic panienki Murillo. ;)

piątek, 25 grudnia 2015

Rozdział IX:

Just think of the future and think of your dreams.And don't get lost in the memories, keep your eyes on a new prize.[1]


Ten październikowy dzień nie należał ani do najcieplejszych, ani też do najchłodniejszych. Można by rzec, że był taki jakiś…optymalny. Temperatura oscylowała w okolicach osiemnastu stopni w skali Celsjusza. Pierwsze co zrobiłam, po wygramoleniu się z mojego wielkiego i niezwykle wygodnego łóżka, które jakiś miesiąc temu zakupił specjalnie dla mnie Sergio, to zbiegłam na dół w celu zaparzenia kawy. Woń świeżo mielonego brazylijskiego cudu momentalnie rozniosła się po całym budynku i przyciągnęła na wpół jeszcze śpiącego piłkarza do kuchni. Przywitał mnie niemrawym buziakiem w policzek, zgarnął kubek z czarną cieczą i usiadł do stołu. Po jakichś pięciu minutach zaczął kontaktować.
– E, Ria? – podrapał się po głowie – Ile jeszcze mamy czasu?
– Spokojnie, półtorej godzinki nam jeszcze zostało. Zdążysz się wypindrzyć – rozczochrałam jego i tak już potargane włosy i wróciłam do swojego pokoju.
Otworzyłam szafę i poczęłam bacznie się przyglądać jej zawartości. Nie miałam zbytnio pomysłu na dzisiejszy strój. W końcu wybrałam zestaw od R13, podpięłam włosy i wykonałam lekki makijaż.
Doprowadzona do porządku, postanowiłam obudzić Casillasa, a następnie zobaczyć, jak radził sobie mój gospodarz, chociaż już właściwie współlokator.
– No i jak tam? Gotowy, blondasku? – oparłam się o futrynę drewnianych drzwi, prowadzących do ogromnej sypialni.
– Co? – odwrócił się – A, tak. Może być? – okręcił się przede mną, jak jakiś rasowy tancerz czy coś w tym stylu. Ubrany był w zwykłe jeansy, szarą koszulkę Nike i tego samego koloru rozpinaną bluzę z kapturem, ale i tak wyglądał zabójczo – Jeszcze tylko trampki i możemy iść.
– Na pewno? – dziwiłam się.
– No tak… – rzucił niepewnie.
– Czyli jesteś pewien, że o niczym nie zapomniałeś?
– No tak. – opadły mu ręce – Ria, nie rób sobie ze mnie jaj! O co ci chodzi?
– Chodź, głupku. – chwyciłam go pod rękę i zaciągnęłam za sobą do łazienki. Zapaliłam światło i postawiłam Hiszpana przed lustrem – Dalej twierdzisz, że o niczym nie zapomniałeś? – zaśmiałam się.
– O cholera! A ja tak wyjść chciałem! – przestraszył się – Kocham cię, maleńka – cmoknął mnie w policzek i szybko zajął się naprawianiem błędu czyli układaniem swojej fryzury.
– Spoko, nie chciałam, żeby dzieciaki się ciebie przestraszyły – pokazałam mu język i wybiegłam z pomieszczenia, by nie przyszła mu do głowy jakaś mała zemsta.

***

         Na miejsce dojechaliśmy o czasie. Udało nam się fuksem, bo oczywiście szanowny pan bramkarz numer jeden Realu Madryt musiał się spóźnić. Z uśmiechami na twarzach weszliśmy po schodach do wielkiego budynku, w którym siedzibę swoją miała jedna z madryckich szkół. Nadszedł czas na ruszenie z projektem, któremu patronowałyśmy razem z Goulding. Dziś ja i dwóch moich przyjaciół mieliśmy się spotkać z tutejszą młodzieżą. Powiedziano nam, że przedział wiekowy to będzie 15–18 lat. W sam raz na to, by uświadomić sobie, że to ostatni dzwonek, aby się ogarnąć i wziąć do pracy nad sobą.
         W dużym holu powitała nas starsza pani, ubrana z ciemną garsonkę. Uprzejmie się przywitaliśmy i podążyliśmy za nią do auli. Tam zasiedliśmy na przygotowanych dla nas miejscach, ale coś mi nie pasowało.
– Pani dyrektor, czy moglibyśmy przenieść nasze siedzenia pod scenę? – zapytałam.
– Ale coś nie tak? – przestraszyła się.
– Nie, wszystko w porządku, tylko wie pani. My chcemy im pokazać, że wszyscy mamy równe szanse, jesteśmy równi. A to chyba się nie uda, jeśli będziemy siedzieć wyżej od nich.
– Psychologia. – pstryknęła palcami i się uśmiechnęła – Już się robi.
         Po jakichś trzydziestu minutach zaczęli się gromadzić uczniowie. Były zarówno dziewczęta, jak i chłopcy. Wyżsi i niżsi. Chudsi i grubsi. Weselsi i smutniejsi. Różnice widać było gołym okiem. No to trzeba było zaczynać.
– Chciałabym was wszystkich serdecznie powitać na dzisiejszym spotkaniu. Może część z was wie, kim jestem, ale kultura nakazuje, by się przedstawić. – uśmiechnęłam się do przybyłych – Nazywam się Ria Blanca Murillo Saldaña i chyba mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że jestem dziennikarką. A to są moi przyjaciele. – wskazałam na piłkarzy – Sergio Ramos oraz Iker Casillas. Gdyby ktoś nie wiedział… Oni są piłkarzami. Podobno dobrymi. Tak mi powiedział selekcjoner reprezentacji Hiszpanii. – wzruszyłam ramionami i zaśmiałam się, a zawtórowała mi niemalże cała aula – Słuchajcie, przyjechaliśmy tutaj do was, żeby porozmawiać. Wiem, że jesteście teraz w takim wieku, że nic się wam nie chce. A na pewno ostatnią rzeczą jest nauka. Skąd to wiem? Cóż, sama byłam taka sama. I miałam marzenia, tak jak ma je każdy z was. W pewnym momencie uświadomiłam sobie, że marzenia są nie po to, żeby chować je na dnie szafy, a po to, by za nimi podążać, gonić je i w końcu je złapać. Często jest to bardzo trudny krok – postawić wszystko na jedną kartę. Lecz wierzcie, że bywa też bardzo skuteczny. Popatrzcie tylko na naszą trójkę. – wskazałam – Ja mając siedemnaście lat wyjechałam z domu. To była trudna decyzja. Zostawiłam bowiem moją jedyną rodzinę. Jedyną osobę, która mnie kochała, czyli mojego dziadka. Całkiem możliwe, że nie wiecie, w końcu tutaj rozpoczynałam moją karierę, ale ja nie jestem „tutejsza”. – narysowałam w powietrzu cudzysłów – Pochodzę z nie tak znowu wielkiego miasta w Aragonii. Przyjechałam do stolicy już jako prawie dziewiętnastolatka, po chwilowym pobycie w Bilbao. Ciężko pracowałam na to, co mam teraz. Myślicie, że tak łatwo dostać się do „Marci”? Że Canal+ byle kogo wysyła do zrelacjonowania EURO? O, nie, kochani. Wylałam siódme poty, nie przespałam wiele nocy, harowałam jak wół, jednocześnie pracując i studiując równolegle trzy kierunki zaocznie. Ale wiecie co? Opłacało się. Robię w życiu to, co kocham. Praca jest dla mnie przyjemnością, a nie obowiązkiem. A to najważniejsze, bo nie cierpię rutyny. – zauważyłam, że ktoś niepewnie podnosił rękę – Tak?
– Czy trudno jest osiągnąć sukces?
– Chcę być z wami szczera i muszę powiedzieć, że niestety tak. To jest bardzo trudne. Pewne jest, że nie osiągnięcie niczego bez starania się. Macie o tyle łatwiej niż ja, że mieszkacie w dużym mieście i macie więcej możliwości. Korzystajcie z tego. Jeszcze jakieś pytania?
– Jak się panienka czuje jako nasza duma narodowa? – zachichotałam.
– Ja bym tak o sobie nie powiedziała. To już prędzej ci dwaj siedzący obok mnie nią są.
– Panienka tak naprawdę kocha piłkę nożną czy to tylko na pokaz? – pytał jakiś chłopak.
– Piłka nożna to moja pierwsza miłość – przyznałam ze szczerym uśmiechem na ustach.
– A umie panienka grać?
– Umie, umie. I to jeszcze jak. – zabrał głos Ramos – Bez przeszkód okiwa Carvajala – zaśmiali się razem z bramkarzem.
– Dobra, jakieś inne pytania?






[1] Paramore „Future”
[Po prostu myśl o przyszłości i myśl o swych marzeniach. I nie zgub się we wspomnieniach, miej na widoku nową nagrodę.]