Nie wróci
nigdzie, kto nie ufa już nikomu, z marzeń sklejając nowy świat. Tak trudno
czasem jest pozwolić sobie pomóc, kiedy coś boli, boli już tak wiele lat.[1]
Byłam bezsilna. Nie mogłam sobie sama
poradzić. Istniało tylko jedno wyjście. Powrócić do przyjaciół. Do kogoś, kto
znał całą moją historię. Do kogoś, kto będzie mnie wspierał i pomoże się uporać
z przeszłością. To właśnie dlatego stałam na lotnisku w Madrycie i czekałam na
Ramosa. Przed nim nie dało się niczego ukryć. Znał mnie na wylot.
Wieczorem, kiedy już leżałam w łóżku w
pokoju gościnnym, gospodarz zajął miejsce obok mnie, przytulił troskliwie i
zapytał:
– Ria, powiedz mi
proszę, co się stało?
– Co się stało, co
się stało? Piqué się stał!
– Co? Nie rozumiem.
Słuchaj, wiem, że może nie zachowywał się najlepiej wtedy w hotelu, ale to
naprawdę fajny chłopak. A ty wpadłaś mu w oko. Dawno go już takiego nie
widziałem. Jordi nawet stwierdził, że Gerard się w tobie zakochał. Ja nie wiem,
czy ty coś do niego czujesz, ale…
– To nie o to
chodzi.
– No to o co?
Słuchaj, – czuł się niezręcznie – między wami do czegoś doszło? No wiesz...
– W sumie to nie.
Tylko dwa razy mnie pocałował, ale ja uciekłam.
– Jak zawsze –
westchnął.
– O co ci chodzi?!
– podniosłam się.
– O to mi chodzi,
że ty nigdy nie rozwiązujesz problemów, tylko przed nimi uciekasz! Na Boga,
Ria, ty masz prawie dwadzieścia pięć lat, a nie siedemnaście! Ogarnij się w
końcu i przestań ciągle uciekać od osób, które cię kochają! Najpierw był dziadek,
potem my, a teraz Piqué! Czas dorosnąć! – wstał i kierował się ku drzwiom,
kiedy wyszeptałam.
– On wie o moim
dzieciństwie…
– Jak to?
Powiedziałaś mu? – kucnął przede mną.
– Nie. Podobno ma
jakieś swoje dojścia – przewróciłam oczami.
– Powiedział,
dlaczego to zrobił?
– Nie chciałam mu
się dać poznać samej, to znalazł inny sposób. – wzruszyłam ramionami, a piłkarz
wtulił się w moje nogi – Sergio, ja tak bardzo się boję… Nie chcę, żeby on o
tym wiedział. Nie chcę, żeby dowiedział się o stolicy – rozpłakałam się.
– Mała, a
pomyślałaś, dlaczego nie chcesz, żeby się dowiedział?
– Nie chcę, żeby
źle o mnie myślał.
– A nie chcesz
tego, bo ci na nim zależy. Taka jest prawda. Mnie nie oszukasz. Moja maleńka
Ria zakochała się. – uśmiechnął się lekko – Wszystko będzie dobrze. Tylko
obiecaj mi, że już nie uciekniesz, ok?
– Obiecuję. –
położyłam się – Sergio?
– Tak.
– Dziękuję ci. Za
wszystko. Za to, że jesteś teraz, że byłeś…wtedy. Dziękuję.
– Nie masz za co.
Ty zrobiłabyś dla mnie to samo. A teraz śpij, maleńka – ucałował mój policzek i
wyszedł z pokoju. A ja odpłynęłam.
Rozmowa z obrońcą Królewskich
uświadomiła mi parę rzeczy. On miał rację, mówiąc, że uciekałam przed
problemami. To nie było normalne i należało z tym bezwzględnie skończyć. Pełna
zapału do zmiany świata odbyłam poranną toaletę i ubrałam się. Mój wybór padł
na legginsy, szarą bluzę z napisem „c’est la vie mon cheri” oraz biało–czarne
Adidasy z nadrukiem. Splotłam włosy w warkocza, przejechałam tuszem po rzęsach
i w podskokach zbiegłam na dół. W kuchni zastał mnie niecodzienny widok.
Hiszpan smażył właśnie moje ulubione placuszki kefirowe. Skąd wiedziałam, że to
właśnie one? To proste, on nie potrafił zrobić niczego innego.
– Dzień dobry,
blondasku – poczochrałam mu włosy i zwinęłam jednego placuszka.
– Dzień dobry,
głuptasku. – zaśmiał się – Siadaj, zaraz podam do stołu.
– Sergio?
– Hmm?
– A mogę iść
dzisiaj z tobą na trening? – zrobiłam minę słodkiego psiaka.
– A nie będziesz
wkurzać trenera?
– No coś ty! –
obruszyłam się – Ancelotti mnie przecież ubóstwia. Nie wiedziałeś o tym? –
wzięłam kęs kolejnego placuszka.
– Tak samo mówiłaś
o Mou – westchnął.
– No i widzisz,
widuję się z nim częściej niż ty.
– Tak, tylko
szkoda, że każdy trening na którym byłaś, każda impreza z udziałem was obojga,
wyjazd kończyły się wielką kłótnią.
– Oj tam. Nie
przesadzaj.
– A pobyt w
Holandii pamiętasz? Jak was musieliśmy z dołka zgarniać?
– No to akurat nie
była nasza wina! Najpierw nas po zwycięstwie z Ajaxem upiliście, a potem
puściliście w samopas, to się nie dziwcie, że chcieliśmy…
– Karmić lamy
żelkami. – wybuchł śmiechem – Skąd wyście ją w ogóle wytrzasnęli?
– Nie wiem. Jakoś
tak sama się przyplątała. Mourinho dał jej na imię Michelle. Po Obamie. – wytłumaczyłam,
umyłam talerz i zaczęłam poganiać piłkarza, który zawsze się strasznie guzdrał.
No ja nie miałam zamiaru świecić za niego oczami. W sumie ciekawa byłam, jak
zareaguje na mnie Carlo. Spotkaliśmy się jeden jedyny raz podczas wywiadu. Z
Mou to było coś innego. On trenował w czasie, kiedy mieszkałam w Madrycie i
pracowałam jako dziennikarka „Marci”. Często bywałam na ich treningach.
Jeździłam z nimi nawet na mecze, ale to głównie przez wzgląd na Ikera, Sergio i
Karima. Byli dla mnie niczym bracia. Bracia, od których uciekłam… – Sergio? –
powiedziałam niepewnie w aucie.
– Co jest, maleńka?
– ściszył muzykę.
– Ja… Ja chyba…
Zadzwonię do dziadka. Chyba mogłabym go odwiedzić – wyszeptałam.
– Za dwa tygodnie mam
cztery dni przerwy. Pojedziemy razem, dobrze? Dzisiaj zadzwoń do dziadka i mu
powiedz, że go odwiedzimy – ścisnął lekko moje kolano.
– Zrobisz to dla
mnie?
– Dla ciebie
wszystko. A poza tym, lubię twojego dziadka. – wyszczerzył się, a ja zaniosłam
się śmiechem – No co? Tylko raz próbował mnie widłami przegonić.
– Sergio, wiesz, że
on jest socio i Real…
– Tak, wiem, ale ty
też jesteś socio, a jakoś nie próbowałaś mnie jeszcze zabić.
– Jeszcze –
cmoknęłam go w policzek.
***
Siedziałam na trybunach. Ręce mi się
trzęsły, ale ostatkiem sił wybrałam numer do najważniejszego mężczyzny mojego
życia. Gdybym poczekała jeszcze chwilkę, byłam pewna, że straciłabym odwagę.
Wzięłam głęboki wdech. Powoli wypuściłam ze świstem powietrze i przyłożyłam
komórkę do ucha. Przymknęłam oczy, bojąc się tego, co mogło się stać. Sygnał.
Jeden, drugi, trzeci. Trzeszczenie w słuchawce i…
– Tak, słucham –
odezwał się zachrypnięty głos.
– Dziadek? –
powiedziałam cichutko. Gardło miałam ściśnięte, a w oczach pojawiły się łzy.
Wiedziałam, że go skrzywdziłam.
– Ria? To ty,
maleńka? – nie wierzył – Ria? Odezwij się.
– Tak, dziadku. Co
u ciebie słychać? Jak się czujesz?
– Staro. – zaśmiał
się. Próbował rozładować atmosferę – Wiesz, oglądałem cię w telewizji na EURO…
– Dziadku, ja… Przepraszam.
– Ale za co ty mnie
przepraszasz, dziecko?
– Za wszystko,
dziadku. Przede wszystkim za ucieczkę i że się tak długo nie odzywałam.
– Już myślałem, że
o mnie zapomniałaś.
– Nie, to nie tak.
Ja… Ja ci to wszystko wytłumaczę. Powiem ci całą prawdę o moim wyjeździe, ale
nie przez telefon. Przyjadę do ciebie szesnastego, dobrze? Odwiedzimy cię z
Sergio – dodałam niepewnie.
– Z tym parszywym
piłkarzyną?! – wydarł się.
– Dziadku, proszę
cię. To jest mój przyjaciel. Pomaga mi. Spróbuj być dla niego miły. On się
stara – jęknęłam.
– Ale nigdy nie
dopuszczę do waszego ślubu. Po moim trupie, rozumiesz?
– Tak. –
zachichotałam – Nie zamierzam wychodzić za mąż. A już na pewno nie za Ramosa.
Możesz być spokojny. Nie przyniosę wstydu rodzinie. W końcu ja też jestem socio,
no nie?
– I całe szczęście,
że o tym pamiętasz. Dobra, maluchu, ja kończę, bo Martin przyszedł na brydża.
To do zobaczenia szesnastego, tak?
– Dokładnie.
Powinniśmy być koło szesnastej. – chciałam się rozłączyć, ale – Dziadku?
– Tak?
– Kocham cię.
– Ja ciebie też, dziecko.

